piątek, 2 grudnia 2011

Rozdział II

Gorące, lipcowe, poranne słońce padało na najlepszy ośrodek sportowy w Hiszpanii. Trenerzy Acuario znajdują się w części mieszkalnej. Oboje pod różnymi wyjściami (zawodnicy zostali rozdzieleni do dwóch hoteli, aby zbytnio nie zachęcać ich do kopulacji. Oczywiście, nowi zawodnicy byli porządani, ale można zdobywać ich innymi sposobami, niż rozmnażaniem zawodników).

Cristina była ubrana w markowy dresik, przyjemnie opinający jej krągłości. Eduardo ciągle ją obserwował:
- Jest taka idealna, perfekcyjna... - myślał. - Oczywiście nie tak cudowna jak moja żona... ale przecież w końcu jej tu nie ma. Można się zabawić!

***

Sergio i Adelie spali wtuleni w siebie. Zupełnie nie byli przygotowani na to, że za 10 minut mają zbiórkę, przed morderczymi treningami. Do pokoju chłopaka cichutko wszedł jego przyjaciel - Alejandro (bądź zdrobniale - Lolo).
- Uroczo wyglądają - pomyślał. Nagle wpadł mu do głowy mega zabawny pomysł, taki bardzo w jego stylu i nie zastanawiając sie dłużej przeszedł do realizacji. Skoczył na śpiących, ci zajęczeli i stuknęli się przypadkowo czołami.
- Całujecie się?! - Lolo wesoło zaczął podskakiwać na swoich ofiarach.
- Spierdalaj - wymruczał Sergio, bardziej w poduszkę niż do niego.
Młody jednak nie dawał za wygraną i nadal podskakiwał.
- Wiecie, że za chwilę mamy zbiórkę na trening?
Adelie zdecydowanie bardziej się tym przejęła, podskoczyła na łóżku, strąciła chłopca, który głównie siedział na jej pośladkach i zaczęła miotać sie po pokoju w poszukiwaniu części swojej garderoby.
Alejandro znalazł na podłodze własnie jakis ocalały batonik ze wczoraj i zaczął powoli konsumować przyglądając się nieokrzesanym ruchom dziewczyny.
- Twoje rzeczy wypadły chyba wczoraj przez okno...
- CO?!
- No bo robiłaś striptiz i jakoś chyba wypadły.
Zawodniczka nie mogła w to uwierzyć. Wyjrzała przez okno. Niestety najprawdopodobniej chłopak mówił prawdę, gdyż jej rzeczy rzeczywiście wisiały na drzewie. Oprócz widoku ubrań, zobaczyła również swojego ojca, stojącego przy wyjściu.


***

Julliet stała już obok trenerki, przybyła na zbiórkę jako pierwsza. Była raczej niewyspana i  'nieświeża', gdyż kochana Virginia, zajęła łazienkę najwyraźniej na zawsze. 
Po chwili wyszła z hotelu również Michelle. Dziewczyny były sobie zupełnie obojętne - praktycznie nigdy się do siebie nie odzywały. Stały więc w milczeniu. Obie myślały o swoich przyjaciółkach. Julliet, nie mogła się doczekać przyjścia Adelie, a Chelle czekała na Virginie.
Mroczna dziewczynka patrzyła w strone waterpolowców. Nagle wyszedł Pedro, też się na nią popatrzył i pomachał, uśmiechając się przyjaźnie. 

***

Adelie czuła z każdej strony zagrożenie. Wiedziała, że nie może sobie tak po prostu stąd wyjść, bo ojciec się domyśli i ją zabije. Nie pójdzie do Miguela po jakieś rzeczy, gdyż ten również ją zabije. Chciała zadzwonić do swojej przyjaciółki, lecz oczywiscie, w takich sytuacjach telefon jest rozładowany.
- Lolo, zrób coś dla mnie - chłopak z zainteresowaniem spojrzał na dziewczynę, ta kontynuowała. 

***

Eduardo czekał na swoich zawodników. Na razie wyszedł tylko Pedro i Miguel. Nie było tamtych dwóch, spojrzał na zegarek i uśmiechnął się do swoich myśli:
- Będą karne pompeczki! - szatańsko zatarł dłonie.
Trener usłyszał jakiś wrzask, a potem zobaczył pędzącego Alejandro w różowych stringach, który wrzeszczał coś w zupełnie nie zrozumiałym języku. Brzmiało to mniej więcej tak - Oma valmentaja on venytys jälkiä aivoihin. Dalej krzycząc i biegnąc wpadł do drugiego hotelu, następnie pokoju dziewcząt. Zobaczył tam Virginie w bieliźnie myślącą, czy wybrać różowy dresik, czy może raczej jasnoróżowy. Nie zwrócił na nią uwagi, szybko wykonał polecenie. Wybiegając z hotelu, znów zaczął krzyczeć . Eduardo z szeroko otwartą buzią patrzył na swojego zawodnika w damskich ubraniach, znikającego właśnie w ciemności swojego pokoju. 
Po chwili zeszła na zbiórkę cała trójka - Adelie, Sergio i Alejandro. Jednak na obliczu trenera nadal tkwiła  mina nierażąca inteligencją.